Poznali się na Pucharze Świata w Willingen,
ON wygrał, ONA była prze szczęśliwa, bo pierwszy raz widziała na żywo swojego wielkiego idola. Tak się poznali, podczas robienia wspólnego zdjęcia. Porozmawiali. Jako, że ONA nigdy nie miała problemów z językami obcymi, a niemiecki był jej pasją, nie było z tym problemu. Szybko odnaleźli wspólny język.
Umówili do kawiarni na ciasto i kawę. Niby nic, ale jednak. Nie było to oczywiście spotkanie tylko we dwoje, bo oprócz nich byli także Andi i Mela. We czwórkę świetnie się dogadywali. Myśleli, że tak będzie zawsze, ale nie. Przecież nic nie trwa wiecznie... Nie może.
Ale tamtego dnia o tym nie wiedzieli. Nie musieli. Mieli się po prostu dobrze bawić.
Pod koniec spotkania wymienili się numerami telefonów. Kolejnego dnia musieli się rozstać na długo. Ale czy na pewno na długo?
-------------
To jest coś w rodzaju prologu. Jeśli ktoś tutaj wejdzie to proszę o ocenę w komentarzu.
Jest to moje pierwsze opowiadanie, więc proszę o wyrozumiałość. Rozdziały będą się pojawiać nieregularnie, ale na pewno będą dłuższe od tego powyżej.
Pozdrawiam! :)



